Lawrence podszedł do biurka, wyciągnął z szuflady zapalniczkę i paczkę papierosów, po czym zapalił dopiero po powrocie do okna. Nie był człowiekiem palącym regularnie; robił to tylko wtedy, gdy czuł się zaniepokojony.
Pół paczki później w końcu usiadł i wpatrzył się w zdjęcie rodzinne na biurku, jakby podjął decyzję.
Puk, puk.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
– Wejść.
– Porywacze panny Sonii n






