Harry, siedzący obok Nicholasa, wpadł w lekkie osłupienie, gdy dostrzegł wyraźną aurę irytacji emanującą od niego. Podążając za wzrokiem Nicholasa, zobaczył Scotta stojącego prosto i dumnie w tłumie. Zapytał badawczo: – Panie prezesie, czy zna pan pana Brooksa?
Nicholas zaprzeczył bez chwili zastanowienia. – Nie znam go.
Harry nie do końca uwierzył w te słowa, ale taktownie zamilkł, widząc chłodny






