Ryan ze spokojnym wyrazem twarzy patrzył na kobietę, którą przez dwadzieścia pięć lat nazywał „mamą”, a która teraz życzyła mu śmierci. Gdyby to było wcześniej, z pewnością poczułby ból serca. Ale jego serce dawno już zdrętwiało od tej krytyki i nienawiści. Teraz nie czuł nic.
Od dzieciństwa Amanda zawsze była wobec niego obojętna. Albo go karciła, albo obwiniała za wszystkie swoje niepowodzenia.






