Urzędnik bankowy wytarł twarz chusteczką – okazał już Fionie tyle uprzejmości, na ile było go stać, i nie zamierzał okazywać ani krzty więcej. Powiedział: – Niech ktoś ją stąd zabierze. Byle gdzie, byle nie tutaj.
Ktoś podszedł i wywlókł Fionę na zewnątrz.
Fiona wciąż krzyczała i wrzeszczała, ale na próżno. Skończyła, leżąc na ziemi, ale na szczęście była to dzielnica willowa, więc nikt z zewnątrz






