Ostre, jarzeniowe światło szpitalnego korytarza raziło oczy Stelli, gdy siedziała na zimnej, twardej ławce w poczekalni. Wpatrywała się w swoje dłonie, czując się całkowicie wyprana z sił.
Krew Jordana wciąż była na jej skórze – krew, którą przelał, by ją ratować. Zaschła w ciemnoczerwoną plamę, która uparcie do niej przylegała, opierając się wszelkim próbom zmycia.
Minęły trzy godziny, a drzwi od






