Wysoka postać mężczyzny spowijał blask księżyca, niczym cienka mgiełka otulająca jego sylwetkę. Zimne, srebrzyste światło padało na jego ramiona, gdy stawiał długie kroki naprzód. Jego oszałamiająca twarz zapierała dech w piersiach i urzekła Felicię.
To był Stephan Russell!
Wciąż trzymał w ramionach małego białego szczeniaka. Jego długie, blade palce od niechcenia uszczypnęły go za kark, trzymaj






