~~Julie~~
We śnie unoszę się gdzieś miękko i daleko. A potem – trach – spokój pryska, zastąpiony głośnym, natarczywym łomotaniem. Ktoś wali w drzwi, i brzmi to tak, jakby zaraz miał je wyważyć. Wciskam twarz głębiej w poduszkę, mając nadzieję, że hałas ustanie. Ale nic z tego.
Łup. Łup. Łup.
Jęczę, otwieram oczy i mrużę je, patrząc na zegar na szafce nocnej. 4:47 rano. To w zasadzie środek nocy. K






