To Sara.
Była żoną Luke’a.
Stoi przede mną, ubrana w wyblakłą bluzę z kapturem i dżinsy, z nieumytymi włosami, które niesfornymi kosmykami wystają spod kaptura. Na czole ma szramę, ledwo widoczną, ale nie do pomylenia. Wygląda na kilkudniową, z siniakiem w matowym, żółto-brązowym kolorze.
– Czego chcesz, Saro? – pytam.
Jej usta układają się w coś, co mogłoby być uśmiechem, gdyby nie gorycz za nim.






