Ja i Marissa, wiceprezes do spraw marketingu, wyrobiliśmy sobie nowy zwyczaj spotkań na lunchu. Zaczęło się niewinnie, z wygody – obie potrzebowałyśmy przerwy od nieustannego młyna w Illusionaire. Teraz stało się to rytuałem. Wciąż nie jestem pewna, czy można to nazwać przyjaźnią, głównie dlatego, że nie wiem, jak właściwie wygląda przyjaźń. Ale Marissa dużo mówi, a ja uwielbiam słuchać. Jej opowi






