Cała podróż z Florencji do Monako była walką z własną wściekłością. Dłonie Alessandra zaciskały się i rozluźniały, szczęka napięta, gdy próbował utrzymać furię na wodzy. Godziny dłużyły się niemiłosiernie, każda minuta potęgowała jego niepokój. Zanim jego odrzutowiec dotknął ziemi w Nicei, ledwo trzymał się kupy.
Gdy tylko drzwi samolotu się otworzyły, Alessandro zbiegł po schodach, jego oczy płon






