Przez całą drogę do świątyni nie odezwałam się ani słowem. Aristo, siedząc obok, próbował opowiadać głupie żarty, ale mu nie odpowiadałam. Nie byłam w nastroju, żeby udawać szczęśliwą. To, że rozumiałam decyzję Cahira, nie oznaczało, że muszę być z jej powodu szczęśliwa, ani że nie mogę być zła, że mój przeznaczony knuł za moimi plecami plany, a potem poinformował mnie o nich w ostatniej chwili.
–






