Nie umiałam stwierdzić, czy jest zły, czy po prostu obrażony. Tak czy inaczej, Marek odmówił patrzenia na mnie przez resztę drogi. W końcu zasnął po około dziesięciu minutach. Martwiłam się, że będziemy musieli go odwieźć do Kamilii, ale machnął na nas ręką, kiedy powiedziałam mu o planie.
Wszyscy byliśmy teraz cicho, gdy Lorenzo jechał przez miasto. Źle się czułam, wracając do piekła, z którego d






