PERSPEKTYWA SABRINY:
Dzięki bogini, ta okropna kolacja się skończyła.
Kiedy tylko wyszliśmy z sali jadalnej, poczułam, że wreszcie mogę oddychać. Było duszno w obecności króla. Udawałam, że nie czuję jego wzroku na sobie, zachowywałam kamienną twarz i starałam się nie podrażnić żołądka. Prawie nic nie zjadłam, rój zdenerwowanych motyli mi na to nie pozwolił. I ucieszyłam się, kiedy wstał i wyszedł






