Alaria:
Trzymałam syna w ramionach, a moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia na widok płomieni otaczających watahę.
Zostaliśmy zapędzeni w kozi róg i nie zajęło mi dużo czasu zrozumienie, że to ona, Katherine, stała za tym atakiem. Myśl, że rzuci nam wyzwanie tak szybko, nie przeszła mi przez głowę; w końcu dopiero co straciła swojego towarzysza.
Okazało się, że byłam w błędzie.
– Co się dzieje? –






