Słysząc jej słowa, Tang Ruochu wybuchnęła śmiechem. – Biorąc pod uwagę bezczelność Lin Haia, on wcale nie uważa swojego życia za żenujące. Wręcz przeciwnie, pewnie sądzi, że skoro Bóg zamknął przed nim drzwi, to otworzy mu okno.
– Co? – Song Anyi zmarszczyła brwi. – Co masz na myśli?
Tang Ruochu uśmiechnęła się lekko. – Pies zawsze będzie żarł gówno.
– Cholera! On naprawdę nie boi się śmierci.
W t






