– Michael może się tu niedługo zjawić – powiedział Jack do Sebastiana, wciąż tym swoim swobodnym, niemal kpiącym tonem. – Powinieneś się przygotować. Nie daj im wyprowadzić się z równowagi, gdy tylko wejdą.
– Straciłbyś w ten sposób całą godność.
Sebastian oniemiał.
Rzucił Jackowi spojrzenie pełne czystej pogardy.
– Akurat ty musisz mi to mówić.
– Jeśli znów się zdenerwuje, po prostu zabierz go do






