Ryan nie kłopotał się wyjaśnieniami.
Musiał przyznać, że ten dzieciak, Jeffrey, miał rację.
„Jeśli Amelia naprawdę traktowałaby mnie jak powietrze, nie miałbym już żadnych szans” – pomyślał Ryan. „Ale dopóki wciąż ma ochotę na mnie krzyczeć, a nawet zamachnąć się, to znaczy, że nadal coś dla niej znaczę – przynajmniej odrobinę”.
– Mark – zawołała nagle Amelia.
Mark zmaterializował się znikąd. – Ta






