Zatrzymuję się u podnóża schodów. Ansley stoi tam, a za nią ustawieni są wszyscy beci, którzy chcieli Allison poza barakami, trzymając na kolanach tych, którzy brali udział w ataku.
„O rany” – mówi Knight obok mnie.
Moje oczy wracają do jej. Patrzymy na siebie przez chwilę, zanim ona pochyla głowę i odwraca się, by spojrzeć na wszystkich. Wyciąga do mnie rękę. Wszyscy patrzą, jak podchodzę do niej






