PERSPEKTYWA RAMONA
Spojrzałem w stronę drzwi, już nienawidząc kogokolwiek, komu wydawało się stosowne mi przeszkadzać w tym momencie.
– Kimkolwiek jesteś, idź stąd! – zawołałem.
– Przepraszam, nie mogę. To ja, Alfa – powiedziała Lorena.
Poczułem, jak Sonia sztywnieje obok mnie. Naprawdę bała się Loreny.
– Poczekaj tutaj, zaraz wrócę – powiedziałem do niej.
Kiedy wstałem, poczułem dłoń na plecach.






