PERSPEKTYWA SONII
Wieczorne powietrze gęstniało od niewypowiedzianych słów, gdy moi bracia i ja zebraliśmy się pod starym dębem na dziedzińcu, a blask księżyca malował srebrne smugi na ich znajomych twarzach. Przez chwilę byliśmy znowu tylko rodzeństwem, śmiejącym się ze starych historii, drażniącym się z lekkomyślną czułością. Uśmieszek Wilka, cicha siła Setha, gromki śmiech Jeda, wszystko to był






