Kilka miesięcy później
PERSPEKTYWA SONI
Stałam na balkonie posiadłości Bloodmoon, a wczesne poranne powietrze szczypało mnie w skórę. Las rozciągał się przede mną bez końca, a jego spokojne piękno stanowiło okrutny kontrast dla burzy szalejącej w mojej piersi. Od kilku dni krążyły szepty, początkowo ciche, a potem coraz głośniejsze z każdą upływającą godziną.
Lorena. Żyje.
Ścisnęłam zimną metalową






