PERSPEKTYWA RAMONA
Powietrze w celi było wilgotne i zimne, a moje nozdrza wypełniał słaby zapach kamienia i ziemi. Słabe światło pochodni migotało na ścianach, rzucając cienie tańczące niczym duchy. Stałem w progu, wpatrując się w mężczyznę, któremu zaufałem swoim życiem, swoją watahą, wszystkim.
Daniel siedział na ławce z rękami związanymi przed sobą i pochyloną głową. Nie przypominał wojownika,






