Marcus zaszarżował prosto na nią jak wściekła bestia.
Porzucił jakąkolwiek obronę. Każde uderzenie było zmasowanym atakiem, a każdy cios lekkomyślny i dziki, jakby chciał krwawić razem z nią.
Jego pazury cięły powietrze z przenikliwym zgrzytem. Lodowe ostrza eksplodowały wokół niego i wystrzeliwały we wszystkich kierunkach. Nie dbał o to, czy zranią jego własne ciało.
– Ty pomyleńcu! Zupełnie post






