Uniósł głowę, wzrokiem podążając w kierunku, w którym odeszli Jim i Andre. Kącik jego ust wykrzywił się w głębszy, ostrzejszy uśmiech, ociekający drwiną i kalkulacją.
"Śmiało, bijcie tak mocno, jak potraficie..." – powiedział powoli, z premedytacją, a potem cofnął wzrok, pozwalając mu znów spocząć na twarzy Emmy.
Clarence wyciągnął dłoń, a jego palce kreśliły linię wzdłuż delikatnych konturów jej






