Edouard wydał z siebie charczący dźwięk i usiadł prosto.
Ręce mu drżały, gdy dźwigał się, pomagając sobie lśniącą, czarną laską.
– Skąd ty bierzesz prawo, żeby tak mówić? – warknął. – Co to znaczy, twój dom, twoje jedzenie? LGH i ta willa powstały dzięki mojej pracy.
Ashton krótko się zaśmiał.
Spojrzał na Edouarda z góry, jak na podrzędnego ulicznego grajka, który krzyczy w parku.
– Masz bujną wyo






