Sala konferencyjna spowiła cisza, którą przerywał jedynie cichy szum klimatyzacji. Dwanaście par oczu wbijało się we mnie, każda z nich kalkulująca, podejrzliwa lub po cichu urażona.
Długi mahoniowy stół lśnił w blasku górnych świateł. Siedziałem na jego szczycie, jak zawsze, prawa ręka nonszalancko spoczywała na poręczy krzesła, choć bandaże pod rękawem wciąż swędziały i pulsowały bólem z każdym






