Kal wołał o pomoc, ale było już za późno. Wykorzystałem swoją szansę, przemieniłem się i wystrzeliłem z tylnych łap. Przeleciałem nad biurkiem, uderzając w niego z całą siłą i przewracając go do tyłu o ścianę namiotu.
"Arrgh!" krzyknął Kal. "Straże!!"
Nie mogłem do niego mówić, bo byłem w wilczej postaci, więc musiałem mu pokazać, że mówię poważnie w inny sposób. Położywszy łapy na jego piersi, po






