Znowu to samo.
Czy znowu był bez powodu chorobliwie zazdrosny? Teraz nie był ani czas, ani miejsce, żeby cokolwiek z tego wyjaśniać.
– Możemy iść? Mamy mało czasu. Luther mógłby wrócić i zobaczyć, że mnie tu nie ma.
Zmierzwił mnie wzrokiem od góry do dołu. – Bardzo bym chciał, ale jak zamierzasz uciekać w czymś takim?
Wskazał na moje obcasy.
Miał rację. Były to piękne buty, ale nie nadawały się do






