*Ciana*
Wpatrywałam się w puste miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Theo. Był jak zombie, tak odległy i oszołomiony. Nigdy go takiego nie widziałam… prawie jakby się bał.
Theo, Mroczny Książę, nie bał się! Czyżby? Czy w ogóle słyszał, jak krzyczałam jego imię?
– Luther! – krzyknął nowy głos.
Kilku ludzi Luthera pobiegło na scenę. Rozpoznałam ich z czasów, gdy mieszkałam w jego rezydencji. Na






