Oscar
Jestem ranny, ale to nic poważnego. Patrzę na palce Luny splecione z moimi. Nie puściła mnie od czasu, gdy opuściliśmy bazę wojskową. Jenkins musiał prowadzić, bo Luna wepchnęła mnie na tylne siedzenie pojazdu, zanim zdążyłem zaprotestować.
– Zaraz na to spojrzę – mówi Jenkins, gdy tylko wchodzimy na pokład odrzutowca i wydaje pilotowi rozkaz startu.
Czuję, jak ręka Luny napina się i kątem o






