Drżała, wpatrując się w otwartą ranę. Objąłem ją ramionami, nienawidząc tego napięcia, które wywoływał mój dotyk. Przyciągnąłem ją do siebie i podniosłem. Wciągnęła gwałtownie powietrze, trzymając się mnie zdrową ręką i ostrożnie odsuwając zranioną, żeby nie pobrudzić mnie krwią.
– Zaprowadź mnie do twojej łazienki – rozkazałem Raymondowi.
– Tak, Alfo – odparł pospiesznie i wybiegł z jadalni. Ru






