– Zachary, zamierzasz mnie tak po prostu zostawić?
– Zachary...
Lorraine wołała go drżącym głosem, ale Zachary, zdeterminowany, by odejść, nawet się nie obejrzał.
Charlotte westchnęła. – Oszczędzaj siły. To nie tak, że cię nie słyszy. Po prostu cię ignoruje. Krzyczenie nic nie da, nieważne, jak głośna będziesz.
Lorraine prychnęła. – Drwisz ze mnie?
Charlotte osłupiała.
Uśmiech Lorraine był gorzki






