ARDEN
Podróż powrotna do posiadłości Callahanów przebiegała w ciszy.
Wiejską uroczystość zakończono uprzejmymi uśmiechami, ale w powietrzu wisiał ciężar, którego nikt nie chciał poruszać, zwłaszcza po pytaniu o wiremię Bethany, które padło wśród obecnych.
Wyjechaliśmy, zanim podano deser.
Teraz tylko odległe buczenie silnika wypełniało ciszę. Cade siedział za kierownicą, trzymając ją lekko, ale je






