ARDEN
Było jeszcze ciemno, kiedy dotarłam na miejsce.
Niebiosa wciąż spowijał ciężki indygo, a horyzont dopiero zaczynał barwić się szarością. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale wiedziałam, że to kwestia czasu. Wymknęłam się pod osłoną nocy i biegłam prosto, przekraczając granicę Południa, nie alarmując nikogo.
Mroźne powietrze przeszywało moją kurtkę, ale ledwo to zauważałam. Moje buty chrzęściły na






