Łzy napłynęły mi do oczu, zanim zdążyłam je powstrzymać. To był naprawdę stary szyld. Moje imię, to, które tata namalował krzywym pismem, kiedy po raz pierwszy otworzył to miejsce. Krawędzie były wyszczerbione, a czerwień nieco wyblakła, ale wciąż był mój.
– Jak… – Mój głos załamał się w połowie słowa. – Jak w ogóle to znalazłeś?
Odwróciłam się do niego, z szeroko otwartymi oczami, serce boleśnie






