ELIASZ
Patrzyłem, jak szybkim krokiem opuszcza kuchnię; jej peleryna musnęła futrynę drzwi, gdy prześlizgnęła się na tyły domu. Nie obejrzała się.
Tymczasem ta cała Calista wciąż przywierała do mnie stanowczo zbyt blisko, pocierając moje ramię, jakby próbowała wypolerować je na błysk.
Zerknąłem na jej dłoń, a potem z powrotem na jedzenie przede mną.
Było dobre. Ten wcześniejszy okrzyk zaskoczenia






