Moje serce wali jak młot. Oczy skanują każdą twarz, gdy Roy i kilku innych strażników eskortuje mnie do sali tronowej.
– Uspokój się – szepcze Roy.
– Nie mogę – warkam, poprawiając kaptur.
Wypuszcza ciężko powietrze. Docieramy przed salę tronową. Obecne są setki ludzi. Strażnicy z trudem powstrzymują ich od napierania na mnie. Kiedy jeden z nich nadepnie mi na płaszcz, ryczę na nich wszystkich. Na






