– Przywiozłam ulubiony cep Jace’a – powiedziała Aggie. – Jest w moim bagażu. Jestem pewna, że przydałoby ci się porządne, mocne lanie.
Oczy Erica rozszerzyły się. – Żartujesz.
Aggie uniosła brwi. – Wyglądam, jakbym żartowała?
– Nie martw się. Nie rozetnie ci skóry – wymamrotał Jace.
– Chyba podziękuję. – Eric odsunął się o kilka centymetrów i opadł na plecy, wpatrując się w sufit. – Nudzę się.
Agg






