Był aż tak czytelny, co? Miała rację. Czekały ich inne noce. Dni. Wieczory. Poranki. Popołudnia. Miejmy nadzieję, całe życie nimi wypełnione.
– Chodźmy wziąć prysznic – powiedziała.
Eric uniósł głowę na jakiś cal nad poduszkę, ale nie zdołał wykrzesać z siebie dość siły, by otworzyć oczy i na nią spojrzeć. – Razem?
– Chyba że masz lepszy pomysł.
– To świetny pomysł. Po prostu nie sądzę, żebym usta






