Sydney uniosła brew, zignorowała Penelope i obróciła się na pięcie. Rąbek jej sukni plątał się przy każdym kroku. Energicznym odrzuceniem łydki i szybkim skłonem ujęła materiał w dłoń i ruszyła zdecydowanym krokiem w stronę sali bankietowej.
„Co za utrapienie” – pomyślała.
Ta suknia była równie problematyczna, co papiery rozwodowe, które Adeline wciąż trzymała jako zakładników.
W chwili, gdy weszł






