Stoją tak przez chwilę, on z dłońmi na jej talii, ona oparta o jego plecy – to naprawdę tylko moment, zanim odsuwa się i zarzuca wodze na łeb konia, by go prowadzić.
Fay uśmiecha się niewinnie do Kenta, w milczeniu dziękując mu za podwózkę, i oboje ruszają z powrotem w stronę stajni.
– Wczoraj w nocy – odzywa się po chwili cicho Kent, znów z rękami w kieszeniach. – Zanim… wszystko się stało…
Fay s






