– Cóż, na twoje pierwsze nie wpłynęło to chyba zbyt źle – mówi Ivan, wzruszając ramionami i zaglądając zza pleców Kenta tam, gdzie Daniel śmieje się z ramieniem zarzuconym na barki Jerome'a. – Więc... może tak trzymaj.
Uśmiecham się z przekąsem, ściskając dłoń Ivana jeszcze raz, po czym wstaję i podchodzę do boku Kenta, wtulając się w niego ponownie. – Żadnego bicia zaproszonych gości, Kent –






