Leżałam na szpitalnym łóżku, w długim, sterylnym korytarzu. Ból po ranie narastał falami, każdy oddech rozrywał mi nerwy na strzępy.
Maliyah siedziała obok, z zapuchniętymi od płaczu oczami. Mocno ściskała moją dłoń, co chwilę ocierając łzy chusteczką.
Marvin stał z boku, z gniewnie zmarszczonymi brwiami. W jego oczach malował się gniew i niepokój. Nerwowo spoglądał w stronę drzwi, jakby wyczekiwa






