Jest tuż po południu, kiedy wjeżdżamy na długi żwirowy podjazd, który wije się jak tajemnica przez wzgórza. Okolica pachnie tu wiosną, rozgrzaną słońcem trawą, starym dębem i słabym śladem lawendy na wietrze. Ona nie ma pojęcia, gdzie jesteśmy, tylko tyle, że powiedziałem jej, by ubrała się wygodnie i wzięła ze sobą uśmiech.
Zrobiła obie te rzeczy.
Praktycznie promienieje na siedzeniu pasażera, ub






