Gorąca woda z początku piecze.
Nakłuwa moją skórę, ostrą dla mięśni zesztywniałych od holowania Penny przez burzę, od zapierania się przed wiatrem, który wydawał się dość silny, by wyrwać ulicę z korzeniami.
Ale po minucie – po początkowym szoku – zaczyna być przyjemnie.
To ten rodzaj przyjemności, który wsiąka w kości, sprawia, że świat zawęża się tylko do ciepła, oddechu i pary.
Opieram na chwil






