Violet
Moje palce zacisnęły się na krawędzi zimnego, plastikowego krzesła, kurczowo się go trzymając, gdy walczyłam z łzami piekącymi za powiekami.
Raz. Dwa.
Z moich ust wydobyło się ciche czknięcie, surowe i mimowolne. Mój oddech zadrżał, zatrzymując się w gardle, gdy próbowałam się opanować. Moje dłonie zacisnęły się mocniej, kostki zbielały, gdy powstrzymywałam kolejny szloch, który drapał się






