Punkt widzenia Gabriela
– Tato?
Nie zadałem sobie trudu, by podnieść wzrok, nadal mieszając w garnku. Pozwoliłem, by aromat uniósł się i wypełnił kuchnię. – Tu jestem – zawołałem.
Usłyszałem zbliżające się kroki Adriana. Zatrzymał się w progu kuchni, a cisza, która po tym nastąpiła, przeciągała się akurat na tyle długo, by wywołać u mnie półuśmieszek, choć nawet się nie odwróciłem.
– Czekaj... ty






