Perspektywa Gabriela
Adrian zawołał mnie na dół na obiad. Nic nadzwyczajnego.
Ale gdy tylko wszedłem do jadalni i zobaczyłem zapalone świece i wystawny nakryty stół, zamarłem.
Co tu się, do cholery, dzieje?
– Adrian – warknąłem, zwężając oczy na przesadny kwiatowy stroik i podejrzany błysk w jego oczach. – Co tu się, do cholery, dzieje?
Podniósł obie ręce, jakbym wszedł w sam środek eksplozji. – T






