„Co on, do diabła, tu robi?” – ryknął Rowan, jego lodowate, szare oczy miotały w Ethana groźne spojrzenia.
Naprawdę nie miałam ochoty zajmować się jego awanturami. Tak, był dla mnie wczoraj, ale to nie znaczy, że ma prawo decydować, kto przebywa w moim domu.
Theo, albo, powinnam powiedzieć, tata, odchrząknął. Z przyzwyczajeniem się do nazywania go tatą zajmie mi trochę czasu.
Dźwięk jego głosu






