Przez chwilę Lilly i ja po prostu tam siedzimy, obie pogrążone we własnych myślach. Na zewnątrz ćwierka ptak, trochę mnie to wzdryga.
Lilly w końcu wydycha powietrze, przeczesując palcami włosy. – Wiesz, Sierro – mówi cicho – możesz w kółko powtarzać, że się z niego wyleczyłaś, ale ja nie sądzę, żeby tak było.
Jęczę cicho, opierając się plecami o wezgłowie. – Lilly, proszę… Dlaczego, do cholery, n






